- Chyba jeszcze się sobie nie przedstawialiśmy – powiedział siadając
obok niej - Jestem James Potter – dodał wyciągając rękę.
- Lily Evans – odpowiedziała dziewczynka ściskając jego dłoń.
– I dobrze wiem, kim jesteś.
- Oo, widzę moja sława mnie wyprzedza – powiedział puszczając
do niej oczko.
- Nie pochlebiaj sobie. A teraz wybacz, ale chciałabym w
spokoju poczytać książkę.
- Hmm.. Czumu mam wrażenie, że mnie nie lubisz? – zapytał chłopak.
- Bo tak właśnie jest.
- Ale co ja ci takiego zrobiłem?! – wykrzyknął lekko
zadziwiony.
- Naprawdę nie wiesz? Od rozpoczęcia roku szkolnego minęło zaledwie
dwa tygodnie, a ty i twoi kumple już zdążyliście dosypać mi proszku na kichanie
do soku dyniowego, wrzucić coś do mojego kociołka na eliksirach, przez co jego
zawartość prawie wybuchła mi w twarz, no i nie myśl, że zapomniałam, jak
chcieliście podpalić mi włosy na zaklęciach! – zaczęła krzyczeć. Chłopak lekko uśmiechnął
się pod nosem.
- Oj daj spokój, to tylko niewinne żarty, robimy je wielu
osobom. Poza tym, akurat z tymi kawałami niewiele mam wspólnego. Nie powinnaś
być zła na mnie, tylko na Syriusza Blacka, to on za tym wszystkim stoi. Ja po
prostu jestem jego kumplem, i pechowo zawsze jest gdzieś blisko niego. Ale uwierz,
że jestem zupełnie inny niż on – zaczął się tłumaczyć. Lily rozluźniła się odrobinę.
- To co, zaczniemy od nowa? – zapytał. Dziewczyna
uśmiechnęła się i przytaknęła. - Co czytasz?
- Podręcznik od Historii Magii – odpowiedziała pokazując mu
okładkę książki.
- Nudy!
- Może dla ciebie, ale dla mnie, osoby urodzonej w
mugolskiej rodzinie, to bardzo ciekawe.
- Serio pochodzisz z mugolskiej rodziny?
- Tak, a czy to coś złego? – zapytała dziewczyna
podejrzliwie. Jej przyjaciel z dzieciństwa, Severus Snape, wiele razy zapewniał
ją, że osoby urodzone w mugolskiej rodzinie niczym nie różnią się od czarodziejów
czystej krwi, ale czasem obawiała się, że będzie traktowana inaczej niż reszta.
- Nie, oczywiście, że nie. Po prostu z tego co zauważyłem,
to bardzo dobrze się uczysz i byłem pewien, że z magią masz do czynienia od
urodzenia. Czyli w świecie czarodziejów żyjesz dopiero od dwóch tygodni… Jak ci
się tutaj podoba?
- Jest cudownie! Czasem się wręcz obawiam, że to wszystko to
bajka i pewnego dnia się z obudzę… Au! Czemu mnie uszczypnąłeś? – pisnęła rozmasowując
bolące przedramię.
- Żebyś miała pewność, że to nie sen – odpowiedział chłopak
uśmiechając się – A jeżeli chcesz zobaczyć coś naprawdę niesamowitego, to
spotkaj ze mną o 20 w Pokoju Wspólnym. Będziesz?
Dziewczyna przyglądała mu się przez chwilę podejrzliwie, po
czym zgodziła się przyjść.
- W takim razie do zobaczenia! – odparł James ruszając w
podskokach w stronę zamku, a Lily wróciła do swojej lektury.
Wieczorem, zgodnie z umową, dziewczyna pojawiła się w Pokoju
Wspólnym. James Potter już na nią czekał.
- Gotowa? – zapytał. Lily skinęła głową. – W takim razie
chodźmy!
Przeszli razem przez dziurę w portrecie i ruszyli przed
siebie korytarzem. Gdy dotarli na trzecie piętro, James nagle się zatrzymał.
- To tuż za rogiem. Masz, potrzymaj to, bo będzie ci
potrzebne – powiedział wręczając dziewczynie jakiś dziwny przedmiot. – A teraz
biegiem! – krzyknął łapiąc ją za rękę i ciągnąc za sobą.
Nagle znaleźli się na samym środku okropnie brudnego i
śmierdzącego korytarza. W tym momencie Lily zdała sobie sprawę z tego, co
trzyma w ręku. Łajnobomba.
- Zabiję cię Potter! – wykrzyknęła odwracając się w jego stronę,
ale chłopaka już nie było. Za to zza roku wyszedł woźny, Argus Filch.
- Nie ruszaj się! – krzyknął i zaczął koślawo biec w jej
stronę. Zanim zdążyła jakkolwiek zareagować, chwycił ją za rękę, w której wciąż
trzymała łajnobombę – Złapałem cię na gorącym uczynku! Gdyby to zależało ode
mnie, powiesiłbym cię za kostki pod sufitem, ale Dumbledore zakazał kar
cielesnych. Dlatego teraz grzecznie pójdziemy razem do twojej opiekunki, profesor
McGonagall. Mam nadzieję, że wymierzy ci surową karę.
- Ale to nie ja! Naprawdę! Musi mi pan uwierzyć! –
wykrzykiwała Lily, jednak nic to nie pomogło. Na szczęście profesor McGonagall
uwierzyła, że została wrobiona przez Pottera, ale z powodu braku dowodów była
zmuszona wymierzyć jej karę. I tak Lily spędziła pół nocy sprzątając korytarz
pod czujnym okiem Filcha i przeklinając Pottera najgorszymi obelgami, jakie
tylko znała.