niedziela, 25 listopada 2012

3. Trzeci rok

Lily siedziała nad jeziorem i rozmyślała.
Jej trzeci rok nauki w Hogwarcie powoli dobiegał końca, a ona wciąż nie czuła się w nim zupełnie swobodnie. Świat magii skrywał tak wiele tajemnic, których nie dane było jej poznać. Nie wychowała się w czarodziejskiej rodzinie, nie miała z magią do czynienia od urodzenia, tak jak większość uczniów. Ona do wszystkiego musiała dojść sama. Dlatego wiecznie czuła, że musi coś udowodnić. Co prawda wiele razy powtarzano jej, że pochodzenie nie ma żadnego znaczenia, jednak dziewczyna coraz częściej słyszała, jak za plecami nazywają ją „szlamą”. Odczuwała z tego powodu wielki żal, smutek i rozgoryczenie. Najczęściej wypełniała tę pustkę nauką. Była to dla niej pewna odskocznia od rzeczywistości, poza tym dzięki temu miała wrażenie, że dobrze wykorzystuje szansę jaką dał jej los. Wierzyła też, że tytuł najlepszej uczennicy sprawi, że ludzi zaczną ją odbierać nie jako osobę z mugolskiej rodziny, a jako zdolną i pracowitą czarownicę. Jednak często czuła, że spędzając całe dnie w bibliotece wiele traci. Podczas gdy większość uczniów korzysta z pięknej pogody, biega po błoniach i dobrze się bawi w towarzystwie przyjaciół, ona większość czasu spędza sama, siedząc pochylona nad książką w zakurzonej bibliotece. Teraz, nad jeziorem, również była sama, a w rękach trzymała podręcznik.
Jej jedynym przyjacielem był Severus Snape, jednak on coraz więcej czasu spędzał ze Ślizgonami i czasem miała wręcz wrażenie, że się jej wstydzi. Kiedy rozmawiała z nim na ten temat, oczywiście wszystkiemu zaprzeczał i zapewniał, że wciąż jest tym samym chłopcem, którego poznała kiedyś na placu zabaw. Czasem Lily tak bardzo chciała wrócić do czasów beztroskiego dzieciństwa… Nie była wtedy pokłócona ze swoją jedyną siostrą, Petunią, w mugolskiej szkole miała wielu przyjaciół, nie musiała niczego nikomu udowadniać… Oczywiście bardzo ucieszył ją list z Hogwartu, a myśl o tym, że jest częścią tego niesamowitego świata napawała ją dumą. Tak bardzo chciałaby znów poczuć ten entuzjazm co wtedy, gdy płynęła łódką w stronę Hogwartu…
Lily poczuła, że po jej policzku spływa łza. Szybko ją otarła, jednak niewiele to dało, bo z drugiego oka wypłynęła kolejna i zanim się obejrzała płakała jak dziecko.
W pewnym momencie kątem oka zauważyła nieopodal czwórkę Gryfonów. Byli oni ostatnimi osobami, które chciałaby w tej chwili spotkać. Nie w takim stanie. Na pewno zaraz zaczęliby z niej żartować, co tylko pogorszyło by jej humor. Lily zaczęła się nerwowo rozglądać, szukając jakiejś kryjówki. Niestety, dookoła niej była tylko trawa i jezioro. Kiedy już całkiem poważnie rozważała zanurkowanie w wodzie, chłopcy zauważyli ją, pomachali i zaczęli iść w jej stronę. Lily odmachała im i szybko otarła łzy.
Na samym przedzie szedł szkolny przystojniak, Syriusz Black. Lily w pewnym sensie go nawet lubiła. Był zabawny, bystry i dowcipny, jednak czasem przesadzał ze swoimi kawałami. Za pewne nie chciał nikogo krzywdzić, ale często to robił. Poza tym czasem był bardzo dziecinny i chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, jakie to potrafi być wkurzające. Ale większość ludzi, zwłaszcza dziewczyn, i tak go uwielbiała. Zapewne spory wpływ miał na to jego wygląd. Chłopak był bardzo wysoki, dobrze zbudowany, no i przystojny. Miał dłuższe, ciemne włosy, czarne oczy i uśmiech, na widok którego nawet Lily miękło serce. Czasem było jej go wręcz żal. Było jej żal każdego, kto uważał Jamesa Pottera za swojego przyjaciela, ale współczuła mu też dlatego, że nie potrafi wykorzystać swojej inteligencji do niczego poza uprzykrzaniem życia innym, zwłaszcza Ślizgonom.
Zaraz za Syriuszem, niczym cień, szedł Peter Pettigrew. Był to niski, pulchny chłopak, o nieciekawym wyglądzie. Lily niezbyt za nim przepadała. Miała wrażenie, że jest jakiś dziwny, a poza tym po prostu głupi. Nie potrafił nauczyć się najprostszych zaklęć, ani uwarzyć jakikolwiek eliksir, nawet z książką w ręku. Kiedyś zamiast skóry węża dodał maź ślimaka, bo stwierdził, że jedno i drugie jest obślizgłe. Jak łatwo się domyślić, nie skończyło się to zbyt dobrze. Lily miała wrażenie, że gdyby nie jego kumple, to chłopak wciąż byłby na pierwszym roku. Jego przyjaciele byli bardzo sprytni i inteligentni, nawet Lily musiała to przyznać, ale Peter był ich totalnym przeciwieństwem. Był powolny, otępiały i niezdarny. Chyba każdy uczeń i nauczyciel w szkole wiedział, że bez reszty Huncwotów nie przeżyłby jednego dnia. Poza tym miał osobowość małego dziecka. Lily z pewnością by uwierzyła, gdyby ktoś jej powiedział, że Peter płacze na rozpoczęcie każdego semestru, bo tęskni za mamusią.
Obok nich szedł Remus Lupin, ulubieniec Lily. Był zupełnie inny od reszty Huncwotów. Chociaż najwyraźniej miał problemy z asertywnością i nie potrafił postawić się swoim przyjaciołom, to potrafił rozróżnić dobro od zła i często zdarzało się, że przepraszał za zachowanie przyjaciół i naprawiał wyrządzone przez nich krzywdy. Można z nim było normalnie porozmawiać nie bojąc się, że zaraz wywinie jakiś numer. Kiedy ją widział, to nie krzyczał: „Hej, Evans, włosy ci się palą!”. On zachowywał się bardziej po ludzku. Poza tym starał się, żeby mieć dobre wyniki w nauce. Nie raz siedzieli razem w bibliotece i się uczyli. Tylko czasem dziewczyna miała wrażenie, że chłopak jest przygnębiony i nieobecny. Podejrzewała, że miało to coś wspólnego z jego chorobą. Remus często lądował w Skrzydle Szpitalnym, a kiedy z niego wracał, był blady i wymęczony. Lily miała ochotę zapytać się co mu jest, ale jakoś nigdy nie miała na to odwagi.
No i w końcu czwórkę zamykał wspaniały James Potter, którego Lily szczerze nienawidziła. Był on jedyną osobą w całej szkole, której towarzystwa dziewczyna po prostu nie mogła znieść. Czasem Lily była wręcz pewna, że nawet dementorzy nie są choćby w połowie tak okropni jak Potter. Był strasznie nadęty, arogancki i zadufany w sobie, a od kiedy dostał się do drużyny Quiddticha, stał się po prostu nie do zniesienia! Podobnie jak Syriusz, był uważany za przystojniaka, co jeszcze bardziej podbudowywało jego ego. Dziewczyny dosłownie mdlały na ich widok, czego chłopcy nie omieszkiwali się wykorzystywać. Potter zachowywał się, jakby rządził całą szkołą. Uważał, że może karać Ślizgonów, gdy tylko na to zasługują, czyli za każdym razem, kiedy stają mu na drodze. Jego ulubionym obiektem żartów i drwin był Severus Snape, co jeszcze bardziej denerwowało Lily. Wiele razy kazała Huncwotom zostawić go w spokoju, jednak oni jej nie słuchali. Uporczywie uprzykrzali życie jej przyjaciela, a ona nic nie mogła na to poradzić. Kolejną rzeczą, która denerwowała Lily było to, że James i Syriusz nigdy nie odrabiali lekcji, tylko zwykle skrobali coś na świstkach pergaminu tuż przed dzwonkiem i jakimś cudem zdobywali za to maksymalną ilość punktów. Podczas gdy ona musiała spędzać każdą wolną chwilę na nauce, tamta dwójka wiecznie rozrabiała, a i tak mieli dobre oceny.
Chłopcy podeszli i usiedli obok niej.
- A ty nie w bibliotece? – zapytał Syriusz z uśmieszkiem na twarzy.
- Jak widać nie – odpowiedziała Lily pospiesznie chowając książkę do torby.
- Płakałaś? – zapytał lekko zadziwiony James.
- Co? Nie, oczywiście, że nie, po prostu… mam uczulenie na pyłki – odpowiedziała szybko. Chłopak lekko skinął głową.
- Widać, że coś jest z tobą nie tak – powiedział Remus z troską. – Na pewno nie chcesz o tym pogadać?
- Nic mi nie jest – odpowiedziała Lily łamiącym się głosem. Jego zainteresowanie jej osobą tak ją wzruszyła, że po policzku zaczęła jej płynąć kolejna łza. Tak bardzo nie chciała się rozpłakać!
- Hej, Evans, tylko nam się tutaj nie rozklejaj! – powiedział James klepiąc ją po plecach. – Wiesz co najlepiej poprawia humor? Mała przejażdżka na miotle! Accio Nimbus 1500!
Po chwili w ręku chłopaka znalazła się miotła.
- To co, chcesz się przelecieć? – zapytał James wyciągając do niej rękę.
- Z tobą? Zapomnij!
- Daj spokój Evans, przecież jesteśmy przyjaciółmi.
- Byliśmy przyjaciółmi przez jakieś 15 minut. Potem wrobiłeś mnie w obrzucenie korytarza łajnobombami! – krzyknęła Lily. James uśmiechnął się pod nosem.
- Taak, pamiętam to… Niezły numer ci wywinąłem – mruknął dumny z siebie.
Zdenerwowana Lily złapała swoją torbę i bez słowa ruszyła szybkim krokiem w stronę zamku. Po chwili jednak poczuła szarpnięcie, a jej nogi oderwały się od ziemi...
- Puść mnie Potter! – zaczęła krzyczeć.
- Na pewno tego chcesz? – zapytał chłopak, kiedy byli już sporo stóp nad ziemią. Poluźnił lekko swój uścisk, tak, że zsunęła się parę centymetrów, po czym bardzo szybko i mocno ją znowu złapał.
- Nie! Chcę, żebyś natychmiast postawił mnie na ziemi! – wykrzyknęła jednocześnie wdrapując się na miotłę i łapiąc Jamesa w pasie.
- Bo co? – zapytał chłopak. Lily mogła się założyć, że na jego twarzy malował się właśnie jego krzywy uśmieszek.
- Bo zrzucę cię z miotły – odpowiedziała po chwili namysłu.
- Serio? Możesz próbować – powiedział wyraźnie rozbawiony James. Lily ostrożnie puściła jedną ręką uścisk i walnęła  go w plecy. Spowodowało to jednak tylko tyle, że sama się zachwiała i prawie spadła z miotły, więc szybko jeszcze mocniej się do niego przykleiła.
- No dobra, nie zrzucę się z miotły – odparła zawiedziona.
- To przestań ze mną walczyć, tylko poczuj wiatr we włosach, rozluźnij i rozejrzyj się! Czyż ten widok nie jest wspaniały? – zapytał zwalniając.  Lily powoli odkleiła głowę od jego pleców, nie rozluźniając uścisku w pasie. Chłopak miał rację, widok z góry był niesamowity. Widać było cały zamek, błonia, boisko do quidditcha i Zakazany Las. A ludzie wyglądali zupełnie jak mrówki!
- I jak? – zapytał po chwili chłopak.
- To niesamowite – odparła cicho Lily.
- Mam nadzieję, że nieco poprawiłem ci humor. W takim razie możemy wracać – powiedział James powoli lecąc w dół. – Mamy dzisiaj niesamowicie ciepły dzień, nie sądzisz?
- To fakt.
- W takim razie przyda ci się nieco ochłody – krzyknął James przyspieszając. Chwilę potem szarpnął miotłą, a Lily wylądowała w jeziorze.
- Zabiję cię Potter! – wykrzyknęła celując w jego stronę pięścią. Pod nosem się jednak uśmiechała. Bądź co bądź, chłopak w końcu poprawił jej humor.
_______________________________

Tym razem trochę więcej opisów, mam nadzieję, że Was tym nie zanudziłam. Bo ja muszę przyznać, że jestem całkiem zadowolona z tego rozdziału :) Poza tym, dodałam zakładkę "bohaterowie". Tak to bywa, jak mam dużo nauki - robię wszystko, żeby tylko nie zasiąść do książek :P

14 komentarzy:

  1. Jak ja lubię Remusa! Lily i Syriusz też. No i Snape'a :) Rozdział taki.... miły. Opisów faktycznie było sporo, ale mnie tym nie znudziłaś. Czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miły? A miał być smutny :P
      Najwyraźniej muszę popracować jeszcze nad wzbudzaniem emocji wśród czytelników :)

      Usuń
    2. Może źle się wyraziłam. Miły był po spotkaniu z Huncwotami, a przed.... Trochę żal mi było Lily, że ją tak nazywają. Takie duże trochę :)

      Usuń
  2. Hahaha, uśmiałam się przy tym, jak James wrzucił Lily do jeziora! Widzę, że Potter ma ciągoty do swojej koleżanki. Proponuję, aby to jego ostudzić następnym razem ;D
    I tak szczerze powiedziawszy to nie uwierzysz, ale mój przyjaciel jest podobny w 99% z charakteru do Rogacza. Jednak ja jakimś cudem uchowałam się przed jego ,,przyjemnymi" dowcipami.
    Dziękuję za komentarz na blogu i również dodaję do linków :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie masz szczęście, wiele bym dała za takiego przyjaciela :D

      I dziękuję za dodanie do linków ^ ^

      Usuń
  3. Hahaha biedna Lily, co ona przeżywa przez tego Pottera :D
    Kurczę, aż zaczynam trzymać kciuki za Severusa i Lily, bo Potter na razie jest irytujący ale zakładam, że taki miał być bo w końcu gdyby był superowy od początku to Lily by go nie nienawidziła.
    Dodałam link opowiadania na swojego bloga, pozdrawiam i proszę o informowanie o nowych notkach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, musi być na początku "dupkiem", żeby potem móc się ładnie odkupić :)

      A jeżeli chodzi o Lily i Severusa, to historia tej niespełnionej miłości zawsze mnie niesamowicie wzrusza. Pewna część mnie też by chciała, żeby w końcu byli razem... No ale zobaczysz jak to się dalej rozwinie w moim opowiadaniu :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Tylko nie krzycz proszę.
    przepraszam za opóźnienia w komentowaniu, ale już jestem.
    rozdział jest zdecydowanie lepszy od poprzedniego i dużo się w nim dzieje.
    Aj uwielbiam takiego Pottera i brakowało mi go.
    w ogóle jestem ciekawa jak rozwiniesz dalej ten wątek i niecierpliwie oczekuje dalszej części.

    p.s.
    błagam tylko nie Lily&Sev.
    to jest tak samo straszne jak Hermiona&Sev.
    az mam dreszcze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw się, Lily na pewno nie będzie z Severusem :)

      Usuń
  5. No w końcu znalazła, chwilę przeczytać. Jest bardzo fajnie ;) Jedno zdanie... po prostu myślałam, że umrę "Miała wrażenie, że jest jakiś dziwny, a poza tym po prostu głupi." Takie prosto z mostu, szczerze, śmiałam się chyba przez kilka minut :D Poza tym bardzo ciekawe opisy Huncwotów, takie hmm rozbudowane, że w sumie można od początku poznać postać. Już myślałam, że Potter zmądrzaaaaaał a tu hyc do wody, typowe :D
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Hahahaha, ciepły rzeczywiscie ten dzień ;) A w <3 Lily i Pottera gorący wręcz ;) NO no no, Ty to masz pomysły na te jego psotki :*

    OdpowiedzUsuń
  7. wpadłam z rejestru. zazwyczaj nie czytam blogów o huncwotach, ale tutaj postanowiłam zrobić wyjątek.
    masz ciekawy styl i szybko sie czyta Twoje twory. opisy wcale nie były nudne, są potrzebne w opowiadaniach.
    podobają mi się relacje Lily i Jamesa. Nie są różowe, jak na większości blogów, za to Severus jest w porządku i uważam, że Lily bardziej zasługuje na niego niż Pottera.
    pozdrawiam i jeśli masz ochotę to zapraszam również do mnie na : http://cienkie-granice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Opisy sa cudowne, zwłaszcza te o uczuciach Lily! ♥

    OdpowiedzUsuń